niedziela, 11 stycznia 2015

Sloik na TUSAL 2015

Nareszcie skonczylam moj sloik ^^. Nie powiem zajal mi troche czasu ale jest juz gotowy .Przez ostatnie dni go dopieszczalam ,oto rezultat ,mam nadzieje ze Wam sie spodoba ;) Zdjecie sloika polecialo do anek73 zgodnie z regulaminem zabawy TUSAL 2015 .

Wzor na sloiczku i pokrywce  wykonane sa recznie -grawerowane .Oto jak powstawaly poszczegolne czesci sloika 

Podlozenie wzoru i poczatek grawerowania 

Przygotowanie pokrywki - odlew gipsowy

Tutaj zaczelam grawerowac naniesiony wzor . Tak oto powolalam do zycia moj sloik na TUSAL 2015 .Troche pracy bylo ,jednak efekt jest zadowalajacy pomimo srednich zdjec :)


wtorek, 6 stycznia 2015

TUSAL-owe szalenstwo 

To ze nie publikuje zadnych postow ani sie nie udzielam nie znaczy ze nic nie robie ,wrecz przeciwnie .Ogarnelo mnie TUSAL-owe szalenstwo -czyli przygotowanie sloika na caloroczna zabawe prowadzona przez anek73 .Przyznam ze pracuje nad moim sloikiem z doskoku ale systematycznie -codziennie cos przybywa ,dzis poswiecilam mu ok 4 godzin -w wyniku czego pokrywka wlasnorecznie zrobiona jest juz gotowa ,zostalo tylko pomalowac wzor ktory na niej powstal .Coraz bardziej podoba mi sie moj nowy sloik -przyznam ze to moj debiut i w przygotowaniu sprzetu i udzial w jakiejkolwiek zabawie przez internet ,do ktorej przystapilam spontanicznie i pod wplywem impulsu :D
Niedlugo start takze maruderzy maja jeszcze chwile na zgloszenie sie do konkursu -im nas wiecej tym weselej ;) Zachecam wiec do udzialu w zabawie .














Chleb nasz powszedni

O tym jak czasem warto byc sknera i chleb nasz powszedni na zakwasie

Nie jestem osoba rozrzutna ,niekiedy jest to zaleta a niekiedy wada -wiadomo ,czasem trzeba zaszalec i szastnac pieniedzmi dla samej przyjemnosci czy naglego impulsu pod wplywem chwili ,i nie powiem ze mi sie nie zdarza bo owszem -raz na jakies 100 lat :D .Prawda jest taka ze pieniadze raz sie ma a raz nie i czesto trzeba kombinowac zeby wilk syty i owieca cala ^^ . Otoz jakos tak w okresie miedzy po swietach a przed sylwestrem biegalam po sklepie zeby nabyc produkty do wykarmienia mojej rodziny .Sa takie polki w sklepie ,ktore sa moimi ulubionymi i zawsze je odwiedzam chociaz korzystam z nich w razie potrzeby -jest to dzial z wszelakimi formami do wypiekow ,"od szklanych do blaszanych" .Stoje wiec zauroczona jakas forma do ciasta i nagle przypomnialo mi ze owszem potrzebuje formy do pieczenia chleba! A nawet forem dwoch ! Mialam do wyboru ostatnia jedna wieksza lub dwie mniejsze do pieczenia chleba .Wieksza kosztowala 8 euro a dwie mniejsze ...dokladnie tyle samo tyle ze...dwie ! :D Oczywiscie do koszyka powedrowaly dwie mniejsze i wiecie co? Trafione idealnie poniewaz przepis ,ktory dzis wrzucam jest wlasnie na taka foremke a ze zawsze pieke z podwojnej porcji wiec ku mojej uciesze podwojnie udany zakup. 
Chodzilyscie kiedys z mezczyzna po sklepie? :D Tak tak juz widze las rak i te wszystko-mowiace  spojzenia ze to sport czysto ekstremalny dla kobiet o silnych nerwach -takich jak ja :D .Lubie ciagac Ksieca ze mna po sklepie ,nie wiem czemu...byc moze dlatego ze za czasow gdy bylam jeszcze zona zawsze na zakupy chodzilam sama a teraz ma byc inaczej .W kazdym razie zawsze gdy nadarzy sie okazja wloke go ze soba .Jasne ze czasem zdarzy sie sprzeciw ale przewaznie go nie slysze ,poza tym on tak seksownie prowadzi ten wozek -zupelnie jak samochod co tez strasznie mnie kreci :D . Ale wracajac do tematu formy juz w wozku wiec czas na nastepny przystanek w ulubionym dziale -wszelkiego rodzaju maki .Tu to sie dopiero dzieje jak stane w tym dziale tak stoje ..i patrze ..i kombinuje w glowce- a jaka maka na co ,a tej to nie znam ,a o tej to nie slyszalalam...o a tej potrzebuje ze sztuk co najmniej trzy ...iii zapominam o bozym swiecie no i o Ksieciu tez ,a ze chlopina ma swoje granice wytrzymalosci i niestety jego moce jedi na mnie nie dzialaja zeby przyciagnac moj wzrok ostatecznie decyduje sie podejsc .Uslyszalam obok siebie jego -jakby z zaswiatow glos bo zaglebiona we wlasnych myslach ,gdy spojzalam Ksiaze stal z zadumana mina ,wpatrzony w maki i zadal mi mistrzowskie pytanie ,na ktore do dzis nie znam odpowiedzi :
- ilekroc tu trafiasz ,stoisz godzine jak zahipnotyzowana ,co Ty tu widzisz ?
Rozbroil mnie ,ze smiechem wzielam kilka mak i poszlismy do kasy .Szczerze? Do glowy by mi nie przyszlo zeby zadac kobiecie takie pytanie :D Tak ze mna jest i juz -gdzies kiedys uslyszalam dosc madre stwierdzenie ,kobiet nie musisz rozumiec-masz je poprostu kochac .Podany przepis na chleb znalazlam tutaj ,troszke go zmodyfikowalam i tak powstal Chleb Powszedni




CHLEB POWSZEDNI NA ZAKWASIE
-400 gr zaczynu 
-100 gr maki zytniej chlebowej (np T 720 )
-300 gr maki pszennej (np T 550 )
-ok 150 ml letniej wody
-1,5 lyzeczki soli
-1 lyzeczka cukru (opcjonalnie - ja zawsze daje cukier puder )
-20 ml oleju zwyklego lub oliwy z oliwek (opcjonalnie )

Skladniki wymieszac ,wyrabiac ok 5 min do otrzymania gladkiego i elastycznego ciasta ,w razie potrzeby dodac maki lub wody .Odstawic na 20 min i jeszcze raz wyrobic 5 min .Ciasto wylozyc do wysmarowanej olejem formy na 3-4 h lub do podwojenia objetosci .
Nagrzac piekarnik do 230° -piec przez 15 min .Potem zmniejszych temperature do 200° i piec 20 min do zbrazowienia skorki .




piątek, 2 stycznia 2015

Szczesliwego 2015 Roku !

Oto jest - blyszczacy jak nowiutki grosik 2015 rok .Czego sie po nim spodziewac?Czy bedzie przychylny czy pokaze pazurki ? Zobaczymy , mam nadzieje ze bedzie lepszy niz poprzedni bo 2014 byl dla mnie ciezki fizycznie i psychicznie . Duzo sie wydarzylo ,powiedzialabym ze wiecej zlego niz dobrego ,ale zostawiam wszystko za plecami i ide do przodu nie ogladajac sie za siebie .Z 2015 wiaze wielkie nadzieje .Moze w tym roku uda mi sie wrocic do domu z tarcza ,nie na tarczy ?Do najwazniejszych i pozytywnych wydarzen 2014 zaliczam :
-rzucenie palenia w kwietniu
-rozwod
-2 udane wyjazdy do Polski
niby nic , tak malo ale jak cieszy ^^

Chcialabym zlozyc Wam Wszystkim Zyczenia Noworoczne 
Zycze Wam abyscie w Nowym Roku odkrywali siebie ,dbali o zdrowie i samopoczucie ,zycze Wam aby Wasi bliscy dawali Wam to czego potrzebujecie ,to czego Wam brak i to o czym marzycie/myslicie.Uszczesliwiajcie sie ,znajdzcie czas na drobne przyjemnosci i poranny usmiech w lustrze do samego siebie.Niech ten rok uplywa pod znakiem spokoju i zadowolenia.Tego Wam Wszystkim Zycze prosto z serca .Zdrowia i pomyslnosci :)






wtorek, 30 grudnia 2014

SONG FOR A LOST LOVE I

Odslona I

Kocham haft krzyzykowy ,uwielbiam piekne obrazy wykonane wlasnie xxx ,od jakiegos czasu ,sama probuje w nim sil ,gdy mam chwilke dla siebie siadam sobie w kaciku i krzyzuje nitki , oto moja pierwsza praca - SONG FOR A LOST LOVE Barbary Beadle:


dane techniczne :
kanwa : Aida 18
rozmiar : 218 x 340
mulina : DMC
uzyte kolory : 20

Na razie nie mam zadnych planow-listy zyczen -nie lubie zaczynac nowej pracy zanim nie skoncze juz zaczetej a gdy snuje plany to mam chec zaczac cos nowego a stara schowac do szuflady ,potem sie nawarstwia i nic nie jest doprowadzone do konca .Nie lubie tak ! :D
Haftuje nieregularnie poniewaz praca i nawal obowiazkow nie pozwalaja na codzienne oddawanie sie tej jakze przyjemnej czynnosci - jestem zbyt padnieta po pracy ,by jeszcze haftowac wieczorami . Pocieszam sie ze na emeryturze oddam sie w pelni przeroznym przyjemnosciom na ktore teraz nie mam czasu ,miedzy innymi haftom :D



Podkladka I

Kazdy lubi cos tworzyc prawda?Najlepiej gdyby jeszcze nasza praca zostala dlugo dlugo po nas . Chyba wszyscy sobie tego zyczymy .Otoz oprocz mojej pracy zawodowej (ukladanie kafli , plytek , mozajek i tarasow z drewna rowniez ) czasem lubie stworzyc cos dla przyjemnosci ,tak dla mnie . Pochwale sie wam podstawka do goracych naczyn ,ktorych nie lubimy stawiac bezposrednio na stol , nazwalam ja "fallen angel"




Podstawke wykonalam z plytki podlogowej 28,5x28,5 cm .Pod spodem ma doklejone podkladki "nozki" zeby nie dotykala stolu cala powierzchnia .Sprawdza sie w 100 % ,super sie myje a fuga nie zmienia ani barwy ani sie nie sciera ,jest estetyczna i miesci sie na nia nawet duzy goracy garnek .Za kazdym razem gdy serwuje cos goracego na stol i mam gosci , wszyscy sie nia zachwycaja . Niestety zdjecie nie oddaje koloru rzeczywistego blyszczacej fugi a jest naprawde ladna :)



piątek, 19 grudnia 2014

Nowa Aleksandria


Kiedys tak nazywalo sie moje miasto rodzinne ,pieknie prawda?Zawsze podobala mi sie nazwa Nowozelandczycy ,wiec Nowoaleksandryjka -tez piknie.
Ale ja nie o tym .Dzis bedzie sentymentalnie ,o mojej mlodosci i plycie Siekiery (tak tak,kapela powstala w moim miescie ) ktora nosi nazwe Nowa Aleksandria . Ktos kto raz odsluchal tej plyty w tamtych latach juz nigdy nie spojzal na swiat okiem ,ktorym widzial go wczesniej ,nic juz nie bylo takie samo . Nagle zmienily sie priorytety i to co wydawalo sie najwazniejsze na swiecie w tamtym czasie nagle spadlo na ostatnia pozycje . Bunt -jego zalazek ukryty gdzies w glebi trzewii ,uspiony nagle zaczal ewoluowac ,narastac by w koncu eksplodowac az sciany w domu zawyly jak po wybuchu bomby a rodzicow ten podmuch zmiotl z nog . Wyglad w lustrze stal sie plaski ,bezplciowy ,czarno-bialy .Wszystko nabralo innego wymiaru .Nagle dostrzezeni zostali odmiency z irokezem na glowie i spojzeniem mordercy ,ktorzy wytykani byli palcami na ulicach a starsze kobiety zegnaly sie na widok takiego antychrysta .Wojskowe buty ,skorzane lub jeansowe kurtki z naszywkami kapel punkowych i kolorowe wygolone po bokach glowy -oto dolaczylam do tego grona wdziecznie nazywanego przez moja mame swirami . Z glosnikow wiezy w moim pokoju zagrzmialy dzwieki Siekiery ,Bad Religion ,GBH ,Killing Joke ,Joy Division ,The Explioted ,Klaus Mitfoch ,Armia ,Dezerter,Kazik i wiele innych . Wszyscy wspolczuli moim rodzicom . Z dobrze ulozonej jedynaczki nagle zrobil sie ...SWIR . Pamietam spojzenia ludzi na ulicach ,pelne pogardy ,nienawisci czy kpiny ,bo wygladalam inaczej ,juz nieplasko , umysl wyrwal sie z zarzuconej sieci i przestalo byc wazne "CO LUDZIE POWIEDZA" .W moje zycie z hukiem wpadla Anarchia ,narobila rozpierduchy i zadomowila sie we mnie na dobre chociaz tyle lat co mialam wtedy teraz mam na jedna noge ciagle ze mna jest .Anarchistka zostane do konca zycia i chociaz muzyki slucham roznej -ta pierwsza zawsze ma pierwsze miejsce w sercu ,szczegolnie Nowa Aleksandria Siekiery . Dzis spokojna kobieta pracujaca z dwoma nastolatkami w domu ,wieczorem piekaca chleb i dziergajaca haft krzyzykowy ,skladajaca pranie w kostke i ganiajaca corki zeby sprzataly bo w pokoju chlew maja -jednak w srodku ten sam antychryst ale tylko dla siebie . I tylko czasem przy zmywaniu garow i zapatrzona gdzies , gdzie wzrok innych nie dociera usmiechne sie do swoich, wspomnien ,kiwne sobie glowa i powiem w duchu ze mlodosc moja piekna byla .


niedziela, 30 listopada 2014

O tym jak przebimbalam niedziele

Leniwa niedziela i kostka kokosowa

Dzisiaj mialam wszystkich i wszystko gdzies-taki dzien .Wstalam rano ,wypilam kawe w cichej samotnosci -domownicy jeszcze spali ,wyjelam mieso na obiad i ...no wlasnie i czegos mi zabraklo ,mianowicie slodkosci .Wrocilam po kawie do lozka do Ksiecia ,ktory jeszcze spal i w glowie zaczely klebic sie obrazy ciast ,ciasteczek ,deserow ,wszystkiego co posiada cukier i puste kalorie eh...lakomstwo bylo silniejsze ode mnie ,zerwalo mnie z lozka ,zapedzilo do starego segregatora z przepisami poniewaz od kilku dni chodzi za mna kostka kokosowa .Musze sie przyznac ze robilam ja tylko raz w zyciu i to jakies 12 lat temu .Smieszne ze jakis czas temu nawinal mi sie ten wlasnie przepis przy przegladaniu moich starych przepisow i dzis bardzo szybko go znalazlam . Motywacja byla przeogromna ...nie ma nic gorszego niz niedoslodzona kobieta . Szybki mryg do lodowki -wszystko jest wiec do dziela .Oto pelny przepis , i od razu kawa lepiej smakuje :)

Kostka kokosowa


CIASTO :
-450 gr maki
-2 jajka
-100 gr masla
-200 gr cukru (mozna mniej )
-3 lyzki plynnego miodu
-3/4 szklanki mleka
-3 plaskie lyzeczki proszku do pieczenia
-aromat waniliowy

POLEWA:
-250 gr masla
-1 szklanka cukru
-50 gr kakao
-200 gr wiorkow kokosowych
-1 kieliszek rumu lub wodki (opcjonalnie)

lub POLEWA II
-125 gr masla
- 3-4 lyzki kakao
-1 szklanka gestej smietany
-10 lyzek drobnego cukru



CIASTO:
Jajka ubic z cukrem i miodem na gladka jasna mase ,dodac pokrojone na male kawalki maslo i razem dobrze utrzec.Do jajek wsypac make z proszkiem do pieczenia ,wlac mleko ,aromat i starannie wymieszac .Ciasto wylozyc na duza blache wylozona papierem lub wysmarowana tluszczem i wysypana bulka tarta .Piec ok 30 min (do suchego patyczka) w 180°C. Ostudzone ciasto pokroic na szesciany ok 4 cm.
POLEWA:
Zagotowac skladniki polewy do mementu rozpuszczenia masla .Po zdjeciu rondelka z ognia wlac alkohol (opcjonalnie) i wymieszac.W przypadku polewy II czynnosci sa te same za wyjatkiem alkoholu.
Kostki ciasta maczac w polewie i obtaczac we wiorkach .


Po obiedzie wypilam kawe z kawalkiem pysznej kostki i zaszylam sie w sypialni w magicznym swiecie filmu i muzyki .







Dolki ,doliny i smutna galeria

Jestem zmeczony

Jak wyzej w tytule -jestem zmeczona . Ostatni tydzien byl ciezki ,nawet bardzo ale nie ,nie narzekam ,dobrze jest sie zmeczyc .Wogle jakies doliny mnie dopadaja ostatnio...swieta za pasem a ja w proszku i nawet o swietach nie mysle ,nie wiem co przygotuje do jedzenia i tak jakby wogle mialo ich nie byc .Ostatnio pozazdroscilam Gin pogody i oto skutek : mgla ,zachmurzone niebo i deszcz...wszystko wszystkim ale na deszcz sie nie pisalam bo mi psuje robote -tak teraz pracuje na zewnatrz i wcale nie jest fajnie jak pada za kolnierz ,oto kilka zdjec z miasta widmo :) uwielbiam mgle swoja droga 




 Gdy patrze na to zdjecie kojazy mi sie z Wladca Pierscieni kiedy juz dobro padlo na kolana a cien spowil cale Srodziemie z mroku wylania sie swiatlo ,kawalek nadziei 





Lubie takie nostalgiczne panoramy ,lubie kiedy cos wyglada jakby za chwile mial skonczyc sie swiat albo zawalic akurat ten kawalek ziemi,eh chyba naprawde dopada mnie jakas deprecha albo cos kolo tego .Moze zmeczenie? Ostatnio bylam tak padnieta po pracy ze zasnelam przy stole 


Ciezko mi jest wziasc sie w garsc , jakos tak smutno ,nic nie cieszy a powinno .No nic ,moze za jakis czas pojdzie sobie to co mnie gryzie i odetchne pelna piersia?Czekam az cos sie zmieni ,jakies swiatlo w tunelu zaswieci albo chociaz cos na oslode ,jakis maly przysmak bo nawet kucharzyc nie mam ani czasu ani sily . Jestem rzucona na kolana i nie moge sie podniesc . Wiecie jak to jest nie moc sie podniesc z kolan?Chociaz ktos wyciaga reke by pomoc ci wstac ? Przeokropna niemoc jest i frustracja .Walcze z tym uczuciem codziennie ,od momentu otwarcia oczu do momentu zgasniecia lampki nocnej w sypialni o zmroku .Codzienna walka tez meczy az w koncu przychodzi dzien w ktorym sie juz nie ma sily walczyc .Ale walcze .




wtorek, 18 listopada 2014

O wyjazdach i powrotach

Zbieralam sie i zbieralam od jakichs dwoch tygodni zeby wreszcie zasiasc do bloga i zebrac wszystko co sie wydarzylo przez caaaly miesiac .Od poczatku wiec :
Wyjazd do Polski owszem byl ,szybki ale zorganizowany ,tak jak mowilam wszystko na ostatnia chwile ale dopiete na guzik -tez ostatni.Podroz do Polski smignela mi niewiadomo kiedy ,chyba zawsze tak jest -jak sie gdzies jedzie (z przyjemnoscia oczywiscie ) to podroz wydaje sie krotka ,owszem byla nieco meczaca bo autokarem wiec szalu z wygodami nie bylo ,ale nie narzekam .Podroz dobiegla konca w moim rodzinnym miescie na lubelszczyznie ,gdzie mieszka wiekszosc mojej bliskiej rodziny wiec ciotki , kuzyni ,chrzesniak i babcia ( bidula zostala mi tylko jedna jedyna )postawieni w stan gotowosci bo emigrantki przyjezdzaja ;D .Niestety nie mialam czasu wpasc do nikogo poniewaz przyjechalysmy wieczorem i bylysmy z corka napraawde zmeczone a na drugi dzien rano mialysmy pociag nad morze wiec nie dalo rady . Oczywiscie pofatygowano sie do nas -Kochana ciocia Ela i moja kuzynka a jej corka Iwona z mezem . 
Powiem wam tak na marginesie ,cudownie jest i bardzo milo jak wiesz ze ktos bliski na Ciebie czeka i chce Cie zobaczyc chociaz na chwileczke bo sie stesknil za toba albo zwyczaje -czuje wiez rodzinna ( a musze sie z duma pochwalic ze w mojej calej rodzinie tak jest -nawet gdy sie latami z kims nie widziales i w ktorys dzien sie spotykasz i tak najzwyczajniej w swiecie zaczynasz rozmowe jakby od ostatniego spotkania minal ledwie jeden dzien nawet jesli nie znasz za bardzo corki kuzyna lub meza kuzynki -wspaniale nieprawdaz?)
Rozmowom nie bylo konca i gdyby nie to ze pociag poranny nas czekal pewnie rozmawialibysmy do bialego rana -ale niestety to byl wyjazd w jasno okreslonym celu -rozwod .Przed wyjazdem udalo mi sie umowic kuratora na dwa dni przed sprawa co bylo trudne ale pierwszy etap przebrnelam ,w dzien przyjazdu nad morze 1 h po przyjezdzie juz siedzialam w moim domu z goraca herbata i kuratorem po mojej lewej -niestety byl niezbedny poniewaz corka jest niepelnoletnia i chcial z nia przeprowadzic rozmowe na temat rozwodu . Pan okazal sie bardzo przyjemnym czlowiekiem ( od dzis dla mnie kurator -tez czlowiek ^^ ) bardzo profesjonalnie podszedl do sprawy ,wiec za dwa dni moglam juz brac rozwod . I tak tez sie stalo .Maz przyjechal w dzien rozwodu-piatek ,dostal klucze od naszego wspolnego domu ,pobyl tam troche z corkami .Nie uznalam za stosowne isc do naszego domu i witac sie wiec spotkalismy sie w sadzie... iiii.....termin rozprawy zostal przelozony na poniedzialek . Szlag mnie trafil na miejscu bo oto prosze panstawa zaczely sie schody i prawo Murphy'ego poszlo w ruch- dopadlo i mnie co w wolnym tlumaczeniu znaczy - nie istnieje cos takiego jak 100 % sukcesu ....esz no nic ,pozbieralam sie z podlogi ,nerwy sciagnelam na wodzy jak nieokielznanego dzikiego mustanga i z glupawym usmiechem zwrocilam sie z prosba o pomoc do pani w recepcji sadu najwyzszej instancji . Pomoc owszem dostalismy ,maz napisal odpowiedni dokument ,ktory zlozylismy w biurze i ...to tyle na ta chwile .Sprawa zawieszona w prozni...i ja tez .Powiem wam - mialam nadzieje ze bedzie tak jak bym chciala -ale nieee....zewszad slyszalam wredny i zlowieszczy chichot losu ,ktory naigrywal sie ze mnie publicznie i i napawal moja durna mina -tryumfowal wrecz  i mialam wrazenie ze kazdy go slyszy ,kazda napotkana przeze mnie twarz wydawala sie byc wtajemniczona w dzisiejsza porazke ...fobia?No raczej ,bleh ,jak najszybciej staralam sie otrzasnac z tego koszmarnego stanu , jednak w glowie kulka zaklinowala sie i jakos nie chciala sie odblokowac a w myslach wciaz kolatalo sie to cholerne pytanie ... ALE DLACZEGO DO CH..JA ?!!!CO SIE STALO ZE SIE ZESRALO ??!! ALE JAK TO?!! I chyba ktores zdanie wymknelo mi sie z ust bo maz spojzal na mnie i rozlozyl rece w gescie bezradnosci . Zamienilismy kilka zdan na temat corek ,takie wiecie dyplomatyczne konwersacje -krotkie i poprawne ,padlo zaproszenie na kawe -jednak naprawde nie mialam ochoty na dalsze rozwijanie tematu wiec pozegnalam sie ktorko i wrocilam do domu do mamy ,ktora mieszka jakies dwie ulice dalej ode mnie a dziewczynki spedzily z tata naprawde mily dzien i kawalek wieczoru bo tej samej nocy maz wracal do siebie .
-Nie nieee ,nie otwierajcie szampana ... z tymi slowy weszlam do domu do mamy .Kilka godzin pozniej rozdzwonily sie telefony -jak poszlo ...ano nie poszlo ...no nic ,przebujalam sie jakos przez weekend starajac sie nie myslec o poniedzialku ale jakos tak mimowolnie czlowiek zastanawia sie jak to wszystko pojdzie ,jakie pytania padna i wogle ,wiec tak,bylam nieco rozdrazniona zblizajacym sie poniedzialkiem.Nie taki poniedzialek straszny jak go maluja , ale owszem cykorek byl ,jak sie pozniej poooozniej okazalo niepotrzebnie chociaz i w poniedzialek zadzialalo prawo Murphy'ego -otoz panie z sekretariatu nie dostarczyly na sprawe wywiadu przeprowadzonego przez kuratora  (eh...) wiec odczytanie wyroku nastapilo bez naszej obecnosci kilka dni pozniej ,a o wyniku dowiedzialam sie telefonicznie po powrocie za granice ,wiec praktycznie caly pobyt w Polsce odbyl sie pod niepewnoscia i wiszacymi w powietrzu pytaniami i tym samym piatkowym zdaniem -Nie niee ,nie otwierajcie szampana ...a mialo byc tak pieknie ,prawda?Jedno zdaje sie byc oczywiste i nie do podwazenia -nigdy nie jest tak jak bysmy chcieli . I ta odwieczna prawda zostanie z nami do konca swiata .