O dzuma ,jak mi sie nic nie chce ! Toz to masakra jakas jest ! W zyciu calym swoim nie bylam tak leniwa jak teraz . Zaleglosci mam wszedzie - w ogrodzie ,w wyszywaniu , w sprzataniu (takim gruntowniejszym ) , na blogu ,a nawet umyc zeby ide rano z niechecia . Nie wiem co sie dzieje ,co wstapilo we mnie ,no nie wiem ! Myslalam ,ze jak Ksiaze wyjedzie to ponadrabiam w spokoju kilka rzeczy - a tu ... kapa ! Zeby do upieczenia sernika ,ktory robi sie 10 minut z zegarkiem w reku doslownie (!) zabierac sie 2 tygodnie ?! Umieram ? Starzeje sie ? Niech to sie juz skonczy ! Ja chce zeby bylo normalnie ! Jak nic nalezy mi sie posadzenie moich czterech liter na takim krzeselku !
Swoja droga krzeselko z wystawy narzedzi tortur w Kazimierzu Dolnym 2015 . Ksiaze ( po lewej ) musi sprawdzic z jakiego materialu wykonany jest ten zacny krzeselek :) Wspominajac wycieczke do Kazimierza musze napisac ze wszyyyystko sie zmienilo . Za moich czasow wszelakie zabytki i slawniejsze miejsca w Kazimierzu byly nieodplatne - teraz placi sie za wszystko ,za wejscie na Gore Trzech Krzyzy ,za wejscie na Baszte i ruiny - no masakra jakas ! A ! Zapomnialabym o kogutach ! Koguty w smaku nie przypominaja niegdysiejszych . Tamte ,ktore pamietam byly ciezkie i mocno maslane - te dzisiejsze ....pompowane , a bleh . No i oczywiscie knajpa na knajpie ,bar na barze , restauracja na restauracji .... i wszedzie parkingi - sam wjazd do miejscowosci psuja parkingi po obu stronach drogi . Turystyka zniszczyla nam Kazimierz Dolny mili panstwo . Jak kiedys namawialam do odwiedzenia Kazimierza - tak dzis odradzam :) Piosenka z dedykacja dla takich jak ja obecnie :) Miejmy nadzieje , ze to stan przejsciowy .
Troche wody uplynelo od pierwszego posta o Princes'ie i chociaz nie mialam wiele czasu zeby przysiasc i jakos konkretniej sie nia zajac ,to jednak cos przybylo . Teraz mam nieco wiecej czasu zeby nad nia posiedziec - samotne wieczory z kompem i haftem -taka perspektywa na najblizsze miesiace -nie ,nie rzucil mnie mezczyzna :) wyjechal do pracy do innego miasta ,zbyt oddalonego zeby codziennie wracac do domu , a ja zostalam z corka . Czasem tak bywa ,i chociaz nie jestem zadowolona z takiego obrotu sprawy ,to trzeba przetrzymac , za to weekendy beda zajete po brzegi :) No ale bez zbednego gledzenia ,juz wrzucam zdjecia Princes'sy : Tu dla przypomnienia :
A tu juz kolejne kroki haftu .
W miedzyczasie dorobilam sie krosna :) , dorobilam w sensie zrobilam je z tata .
Z cyklu "stare ale jare " Him i wicked game :) (Rozplywam sie przy tym glosie argggrrr! )
Czy da sie zorganizowac w kilka wieczornych godzin powazny wypad oddalony o ponad 1500 km od miejsca zamieszkania ?Juz odpowiadam -oczywiscie ze sie da :) . Ale od poczatku : Zmeczeni caloroczna praca i zyciem na wysokich obrotach spod byka patrzylismy doslownie na wszystkich i wszystko : na sasiadow ,na pania w sklepie , listonoszke a nawet na ziola w ogrodku . Trzeba nam bylo porzadnych wakacji . Przejezdzajac z zakupami obok portu w ostatniej chwili przed zamknieciem kasy z biletami zdecydowalismy ,ze jedziemy na zasluzone wakacje ,bo jesli jeszcze choc jeden dzien zostaniemy na miejscu ,to poleje sie czyjas krew . Bilety kupilismy na nastepny dzien rano . Wpadlismy jak po ogien i zaczelismy sie organizowac . Walizki , jedzenie i ogarniecie domu przed wyjazdem potrwalo do poznej nocy ,do wyjazdu zostalo raptem kilka h a trzeba sie jeszcze zdrzemnac przed podroza . Dzieciaki i Ksiaze spali , a ja szalalam sprawdzajac czy aby wszystko spakowane i takie tam ,udalo mi sie nawet zdrzemnac godzinke przed wyjazdem . Jak wakacje to wakacje ,nie zabieramy ze soba niczego co zaklocaloby nam spokoj i radosc ,wiec komputer i telefony zostaly w domu ( oprocz jednego do kontaktu z rodzina juz na miejscu ,poniewaz nic nikomu nie powiedzielismy ze przyjezdzamy ) . Powiem wam -to byly naprawde udane wakacje ,troche zwiedzania i zakupow ,reszta pierdzenie w stolki - wszystko na luzaka ,bez pospiechu i na spontana . Wrocilismy szczesliwi i wypoczeci ,a to wazne bo za chwile znow zaczynamy prace :). Na koniec dzisiejszego posta godna uwagi wloska mloda kapela - zwroccie uwage na glos wokalisty arggrah! Cudny !( godna uwagi - jak dla mnie chlopaki maja polot , w innych piosenkach miejscami brzmia jak stare dobre Depeche Mode ,a miejscami jak The Cure :)
I Kołyszemy się, kołyszemy, wmurowani w pejzaż szubienic. Wieje śmiercią znużoną. Jak kruk krąży niebo drapieżnie i cicho dzwoni wiatr u ostrogi nóg! Nocy inna, nie przyjdziesz, nie przychodź, Tylko dni obdrapany mur kończy ziemię wyrwaną krokom. Zaciśnięty wilgocią sznur - żalu lament skowyczy nad drogą. Jak upiory żerujemy na snach, jak upiory wypijamy życie. Nocą księżyc podchodził jak znak i jak oko wisielca z chmur wyciekł. Kołyszemy się, kołyszemy, wmurowani w pejzaż szubienic, pośród zdarzeń, zygzaków i gwiazd, z długich rąk wyrzucamy cienie - pętle palców na martwy sen miast. Wmurowani w pejzaż szubienic.
II Ci sami w schodów dysonans wchodzimy co wieczór. do tych samych mieszkań, gdzie martwa żarówka ćmi. budzimy się jesienią, zawsze jesienią, oczy zawsze - w czarny wyrok drzwi. Potem w długie ulice, od mgły gęstniejące w realny opór. W nasze głowy - drzewa jesienne, słońce spada zachodem jak tupór. Potem dalej, potem dalej, potem dalej, w noc bezgwiezdną, w puste ręce łapać oddech, w korowody zaplątanych alej, w gwiazdy czarne i jak niebo - chłodne. Potem dalej, potem dalej, potem dalej, zawikłani w wodorosty zjaw i cieni, obudzimy się kołysząc, znów kołysząc, wmurowani w pejzaż szubienic.
Praca na ten czas skonczona , starsza corka przyjechala w odwiedziny ,rodzina w komplecie ,wakacje cala geba . Dla wszystkich -tylko nie dla mnie ,bo czyz dorosla kobieta , nawet gdy ma wolne w pracy ,ma wakacje ? Otoz nie . Kobieta nigdy nie ma wakacji , i tak tez jest w moim przypadku - sto tysiecy do zrobienia ,kupienia itd... . Zeby troszke odpoczac od obowiazkow domowych postanowilam zajac sie mini ogrodem i tarasem ,ktory Ksiaze wysprzatal ( przez ostatni rok taras zagracony byl narzedziami ,ktore nie miescily sie w domku ogrodowym ),dorobilam sie tez stolu ,ktory jeszcze nie jest skonczony (wstawie foty jak juz nabierze koncowej formy ) i w koncu wskrzesic stare krzesla ,ktore do nowego stolu beda jak ulal :) Na razie udalo mi sie powolac do drugiego zycia jedno krzeslo z powodu nieprzyzwoitych wrecz panujacych tu upalow . Zawsze chcialam miec takie moje czarodziejskie halloweenowe krzeslo . Marzenie spelnilam ,oto ono :)
Tak wygladalo przed podrasowaniem ^^
Zostaly mi jeszcze dwa krzesla do zrobienia . Uznalam ze kazde bedzie mialo inny kolor . Musze jeszcze znalezc jakies godne uwagi wzory i do dziela :)
Budowa stanela z 1-szym lipca . Miesiac spoznienia z winy pracodawcy . Musze powiedziec ze konstrukcja domku drewnianego wykonczyla mnie ,nie tyle fizycznie co psychicznie . Tak ,tak .Ciagly stres czy zdazymy na czas ,wyczekiwanie na spozniony material i generalnie nerwowa atmosfera w pracy co mialo oddzwiek rowniez w domu . Nareszcie koniec . Z efektu naszej pracy jestem zadowolona ,wlasciciele i pracodawca rowniez . Fotorelacja z budowy :) .
Kot budowlany . Niestraszny mu byl szum maszyn . Pilnowal naszego sprzetu w zamian za miske strawy i glaskanie :D .
I koncowy etap zeby nie zanudzac :)
III nareszcie efekt koncowy :)
To jedyne zdjecia ze srodka . Po skonczonej pracy zostalismy zaproszeni przez wlascicieli na przyjecie -wykorzystalam moment i pstryknelam kilka fotek , bylo duzo gosci w srodku ,dlatego udalo mi sie uchwycic tylko czesc ,w ktorej nikt nie przebywal . Wszyscy zgromadzili sie przy stole :D
To jest barek -jest tu wszystko od piekarnika po lodowke :)
I czesc naszego tarasu :) Wypasne lezaki ^^
A tu basen noca :) . Calosc wyglada naprawde swietnie . Wszystkim sie podobalo :) Generalnie jestem usatysfakcjonowana efektem koncowym naszej pracy :) .
Noc padła na las, las w mroku spał, Ktoś nocą lasem na koniu gnał. Tętniło echo wśród olch i brzóz, Gdy ojciec syna do domu wiózł.
- Cóż tobie, synku, że w las patrzysz tak? Tam ojcze, on, król olch, daje znak, Ma płaszcz, koronę i biały tren. - To mgła, mój synku, albo sen.
"Pójdź chłopcze w las, w ten głuchy las! Wesoło będzie płynąć czas. Przedziwne czary roztoczę w krąg, Złotolitą chustkę dam ci do rąk".
- Czy słyszysz, mój ojcze, ten głos w gęstwinie drzew? To król mnie wabi, to jego śpiew. - To wiatr, mój synku, to wiatru głos, Szeleści olcha i szumi wrzos.
"Gdy wejdziesz, chłopcze w ten głuchy las, Ujrzysz me córki przy blasku gwiazd. Moje córki nucąc pląsają na mchu, A każda z mych córek piękniejsza od snu".
- Czy widzisz, mój ojcze, tam tańczą wśród drzew Srebrne królewny, czy słyszysz ich śpiew? - O, synku mój, to księżyc tak lśni, To księżyc tańczy wśród czarnych pni.
"Pójdź do mnie, mój chłopcze, w głęboki las! Ach, strzeż się, bo wołam już ostatni raz!" - Czy widzisz, mój ojcze, król zbliża się tu, Już w oczach mi ciemno i brak mi tchu. -
Więc ojciec syna w ramionach swych skrył I konia ostrogą popędził co sił. Nie wiedział, że syn skonał mu już W tym głuchym lesie wśród olch i brzóz. <I>Przekład swobodny Wisławy Szymborskiej</I>