sobota, 14 listopada 2015

Zebranie szkolne i portugalskie urodziny

To byl bardzo ciekawy tydzien pod wzgledem poznawczym . Zaczelo sie od zebrania w nowej szkole mlodszej latorosli . Corka wyskoczyla w niedziele z partyzanta , ze zebranie w szkole jest o.O . Rok szkolny podzielony jest na trymestry - nie jak u nas na polrocza . No dopsz isc trzeba . Zaczelo sie o 17:30 . Ja i Ksiaze dojechalismy pod szkole ,gdzie czekala na nas corka . Wszyscy troje ( tak tak , uczen tez musi uczestniczyc w rozmowach z profesorami ) przekroczylismy prog szkoly . Spodziewalam sie ,ze jak zawsze dzieckun ma swoja klase i wychowawce w niej czekajacego na rodzica - ale njje . Wchodzimy a tam ... na poczatek karteczki z nazwiskami profesorow z danej klasy ( w naszym przypadku sekcji europejskiej ) , wszystkie klasy pootwierane ,na kazdych drzwiach nazwiska profesorow i oczywiscie kolejki ^^ . Od czego zaczac ... 
Na pierwszy ogien pani od angielskiego rozszerzonego - ( najkrotsza kolejka :D ) zabawilismy bardzo krotko ,poniewaz byl to monolog ze strony profesorki - same superlatywy ,zadnych zastrzezen i wogle jedna z najlepszych uczennic . No dobra ,lecimy dalej ..
 historia - pani profesor okazala sie bardzo przyjemna i wyluzowana , tez nie miala nic do zarzucenia ,poniewaz oceny sa dobre i tylko corka niesmiala troszke , i nad tym trzeba popracowac - ok jedziemy dalej .
 Francuski i matematyka - tu najdluzsza kolejka
 - profesor z francuskiego tez nie mial zastrzezen ,corka zawsze przygotowana  na lekcje ,prace domowe odrabiane ,nie przeszkadza ,udziela sie itp , i tylko kazal czytac wiecej ksiazek w domu ( niestety dysleksja corki pojawia sie i w jezyku francuskim ) .
 Czas na matematyke ... otoz mam w rodzinie : doktorow ,adwokatow ,lekarzy ,zolnierzy ,nauczycieli (przedmioty humanistyczne ) i zaden czlonek rodziny nie zostal profesorem od matematyki ...wiec i u coruchny mojej ewidentny brak zdolnosci matematycznych jest , no ale coz - nie pokladamy przyszlosci z tym przedmiotem , wiec i rozpaczy wielkiej nie ma . Za to profesor ( byly zolnierz swoja droga  - zdjecia wszystkich uczniow mial - przez chwile czulam sie jakbym brala udzial w jakiejs misji , czy operacji militarnej :D ) przytrzymal nas najdluzej , przedyskutowal kazdy chyba temat lekcyjny , zapoznalismy sie z podrecznikiem od deski do deski , i po 30 min moglismy isc dalej . 
Padlo na profesorke od wloskiego . Jako ,ze wszyscy troje jestesmy rowniez i wlosko-jezyczni dyskusja odbyla sie po wlosku - powiem Wam , ze zostalam bardzo mile polechtana jako rodzic . Dowiedzialam sie ,ze odwalilam kawal naprawde dobrej roboty jesli chodzi o wychowanie corki , ze  jest najlepsza z klasy we wloskim , zawsze przygotowana , niesie pomoc innym , jest bardzo aktywna , bardzo przez innych lubiana  i generalnie fantastyczny z niej dzieciak . Rozgadalismy sie z profesorka w najlepsze a czas leci . Z przykroscia zakonczylismy rozmowe ,ale trzeba smigac dalej .
 Fizyka ... kolejka dluga , pobyt nieadekwatnie krotki - bez zastrzezen ,utrzymaj poziom a bedzie dobrze  widzimy sie jutro na lekcji , no to pa  .
 Nie zastalismy juz profesorow od angielskiego normalnego i od przyrody ( skonczylismy obchod o 20:30 ) ale podalam kartki przez corke ,ze gdyby co , to czekam na spotkanie . Jak na razie nie ma odzewu wiec chyba jest dobrze . Zadna godzina lekcyjna nie zostala opuszczona .Tak zakonczyl sie pierwszy trymestr w nowej szkole . Na takie zebrania to ja moge chodzic i co tydzien :D 

A teraz zagadka : Ilu portugalczykow zmiesci sie na 30 m 2 ? 
Odpowiedz brzmi : W huk :D 
Kilka slow wyjasnienia : Nauczona doswiadczeniem ( nie za bardzo pozytywnym ) jesli chodzi o portugalczykow ,rumunow i muzulmanow ( zatrzesienie na wyspie ) trzymam sie od nich poprostu z daleka . Nie zaciesniam znajomosci - kulturalne dzien dobry i niewymuszony usmiech przy mijaniu sie - i nic poza tym . Do tej pory udawalo mi sie trzymac na dystans naszych sasiadow portugalczykow i bylo mi z tym dobrze . Do jakiegos tygodnia wstecz . Tak sie zlozylo ,ze trzeba bylo od nowa zadaszyc taras - nasze domy i tarasy sa ze soba polaczone wiec trzeba bylo , zeby Ksiaze i sasiad zrobili to razem . I tak sie zaczelo - stalismy na naszym tarasku ,od slowa do slowa , zaprosilam na kawe ,rozmowa ,smichy chichy , dach zostal polozony . W dzien zmarlych ktos puka ...? Marta zawsze dzwoni ,otwieram a tam...sasiadka zza sciany z talerzem ciastek , bo 1-go listopada pieka takie slodkosci ... no to zapraszam do srodka i znow ko , ko , ko , chi , chi , chi , jak to kobitki . W rewanzu upieklam buleczki drozdzowe . Potem chwila przerwy i w dniu wczorajszym ( naprawde nie wiem jak to sie stalo , ale znow wyladowalysmy wszystkie trzy u mnie na kawie ) Marta ( sasiadka ) i my zostalismy przez sasiadow zaproszeni na urodziny ich 16-letniego syna , tak po kolacji . Ksiaze wybral prezent ( jesli chodzi o wybor prezentow moj mezczyzna jest nieoceniony ) mianowicie wypasna kurtke na rower z wszelkimi bajerami ( w zyciu bym nie wpadla na taki podarunek - serio ) .
Wieczorem wszyscy troje zapukalismy do sasiadow ,chlopak dostal prezent a my spoczelismy na kanapie . Tematow do rozmow nie brakowalo , ogolnie swobodna atmosfera , dzwonek do drzwi - mysle , pewnie Marta , a tam ...wchodzi 5 osob , no dobra ,jest miejsce , dalej kontynuujemy rozmowe ,reszta dolaczyla , za chwile telefon ,otwierana brama i do domu wchodzi jakies ....20 osob ?! W zyciu nie pomyslalam ze na 30 m 2 zmiesci sie az tyle  :D . I zaczelo sie przekrzykiwanie jeden drugiego , spiewy ( mezczyzni - mialam okazje pracowac z portugalczykami i powiem ,ze w pracy tez spiewaja - jeden zaczyna -reszta dolacza ) ,smiechy . Wiecie ze Ci ludzie pija kawe o godzinie 22-ej ? Te takie male mocne kawy z ekspresu o.O  Nie wiem jak Wy , ale ja bym chyba do rana nie spala po takiej kawie , a oni pili po kilka - no ale co kraj to obyczaj . W miedzyczasie dolaczyla Marta . Posiedzielismy do 23-ej ,zjedlismy tort ,wypilismy troche szampana i pozegnalismy towarzystwo . Ogolnie bardzo sympatyczna impreza , ale jak dla mnie sa za glosni . Co wyjdzie z tej naszej blizszej znajomosci ? Nie uprzedzam sie - czas pokaze :)



środa, 11 listopada 2015

TuSal 11.11.2015

Jako , ze u nas sezon mandarynkowy w rozkwicie ,takoz i TuSal listopadowy ze skarbnica witaminy C  :)





Marnie przybywa bo jakos weny na haftowanie i czasu niejednokrotnie brak , a jak juz mam chwile to poswiecam ja na odpoczynek i inne wazne czynnosci . Suma sumarum krzyzyki traktowane po macoszemu schodza na baaardzo dalszy plan .




P.s . Jestem dozgonnie zakochana w glosie wokalisty DM i mam chyba z 7 wydan tej piosenki na przestrzeni czasu  , a kazda brzmi inaczej .Glos Dave'a Gahama jest jak wino - im starszy tym lepszy .

wtorek, 10 listopada 2015

Tam, gdzie umierają anioły


                                                      Wiesz co to znaczy – wiara?
                                                        a właściwie jej brak…?
                                                     Widziałeś jak płaczą anioły,
                                                       kiedy nie ma już szans…?

Wiesz co to znaczy kochać
i na siłę uczyć się przestać…?
Widziałeś kiedykolwiek oczy,
w których zgasła nadzieja…?

Wiesz jakie to uczucie,
gdy rozumiesz, że nie znaczysz nic?
Kiedy los zabiera ci wszystko,
kiedy nie masz już po co żyć…?

Wiesz jak umiera siła?
Znasz ten ból, kiedy musisz zwątpić?
Widziałeś rzekę ludzkich łez,
w której toną anioły…?


Wiesz gdzie jest cmentarz aniołów?
Obok grzebią zmarłe serca…
może kiedyś odnajdziesz mnie tam…
ja zawsze będę czekać… „





piątek, 6 listopada 2015

Moje pierwsze bajgle

Chodzily za mna od ladnych kilku dni , i tylko czasu nie bylo ,poniewaz tydzien uplynal mi bardzo produktywnie -chociaz w domu . Musialam nieco zwolnic ( Te dni ) , wiec i czas sie znalazl na bajgle . A zaczelo sie wczoraj , kiedy to moj znudzony bagietka wzrok zatrzymal sie na przegladanym blogu i oczom mym ukazaly sie One ...piekne , wyrosniete i pyszniace sie pulchnoscia bajgle . Szybki zerk do swiezo posprzatanej jaskini chomika ( czyt . spizarka - zajelo mi to cale wczorajsze popoludnie) czy sa wszystkie skladniki-sa . Powiem szczerze , ze gdybym wczoraj miala je robic -nadal bylyby tylko w mojej glowie ,poniewaz sprzatanie jaskini baardzo mnie wymeczylo ( pudla ,pudelka ,kartoniki , przegladanie dat waznosci ,ustawianie ,przestawianie itp .) niby nic a caly czas na nogach i naprawde sie zmeczylam . Na szczescie bajgle sa " dwufazowe"  ^^ . Czy je lubie ? Do dzis nie wiedzialam ( nigdy wczesniej nie mialam okazji skosztowac )- ale tak ,lubie te dziurawe bulki . Chociaz nie mam porownania z innymi , rzeczone bajgle bardzo mi smakuja . Dzis bedzie powtorka , bo z przepisu wychodzi tylko 8 sztuk , a to jak dla nas stanowczo za malo . Przepis znaleziony tutaj , u mnie po lekkiej modyfikacji .




BAJGLE NA ZACZYNIE POOLISH

zaczyn poolish ,ktory przygotowujemy dzien wczesniej :
- 70 gr maki pszennej T 650
-70 gr letniej wody 
- 1 gr suszonych drozdzy 

ciasto wlasciwe :
- zaczyn poolish
- 450 gr maki pszennej T 650
- 250 ml letniej wody
- 1 gr suszonych drozdzy
- 1,5 lyzeczki soli ( nastepnym razem dam dwie )

woda do gotowania bajgli :
- 1 l wody
- 1 lyzka cukru

wierzch :
- 1 zoltko + 1 lyzka mleka 

dodatki :
- u mnie mak ,sezam i slonecznik

1. Jak juz wczesniej wspomnialam zaczyn poolish przygotowujemy dzien wczesniej ,a wlasciwie na wieczor . Wszystkie podane skladniki wymieszac ze soba i zostawic na noc pod przykryciem . Ja uzylam folii kuchennej .

2. Nastepnego dnia mieszamy wszystkie skladniki na ciasto wlasciwe ,czyli : zaczyn ,maka ,drozdze i sol ,dolac wode i wyrabiac ciasto przez ok 5 min . Wyrobione ,elastyczne ciasto przykryc i odstawic do wyrosniecia na 1,5 h .

3. Wyrosniete ciasto podzielic na 8 czesci , uformowac buleczki i zrobic na srodku dziure palcem . Rozciagnac ciasto formujac zgrabnego bajgla .

4. Bajgle ulozyc na blasze wylozonej papierem do pieczenia i zostawic pod przykryciem do wyrosniecia na 30 min .

5. W garnku zagotowac wode z cukrem i do wrzacej wrzucac po jednym bajglu - obgotowac po 30 sekund z kazdej strony . Odsaczyc z wody i ulozyc buleczki ponownie na blache .

6. Piekarnik nagrzac do 200° . Bajgle posmarowac rozbeltanym zoltkiem z mlekiem , posypac przyprawami i piec 15-18 min ( ja pieklam nieco dluzej chcac zarumienic nieco skorke ) . Studzic na kratce .


Wieczorem wyprobuje inny przepis i zobaczymy ,ktory skradnie nasze serca .





 P.s. Kurde benga jak mnie kreci TEN kawalek !!!!

poniedziałek, 2 listopada 2015

Samhain




Samo slowo Samhain to nic innego jak listopad  . W wierzeniach celtyckich  swieto oznaczajace koniec lata i przygotowanie sie do zimy ( Ciekawskim polecam zglebic wiedze w internecie poniewaz Samhain to dosyc ciekawe swieto opisywane miliony razy na necie i nie bede powielac tematu ) . To takie nasze slowianskie Dziady :) , a dla wiekszosci po prostu Halloween . Jak zwal tak zwal , w kazdym razie 31 pazdziernika uplynal w spokojnej atmosferze z Ksieciem przed telewizorem bo mlodziez poszla sie bawic na Halloween party . Nie bylo slychac o zadnych satanistycznych rytualach ,sekciarskich orgiach , porwaniach i mordach dzieci  aby zlozyc je w ofierze :) . Kosciol katolicki byl chyba ciupke zawiedziony ,poniewaz potepia to swieto , i nie bylo okazji zagrzmiec z ambony ' a nie mowilem ?! ' 
No ale zostawmy juz wierzenia -kazdy ma swoje i tego sie trzymajmy . W Naszym Domu z przyjemnoscia dajemy sie poniesc Halloweenowej fali , corka sie przebiera a ja przyozdabiam stol stosownymi gadzetami , wieczorem zasiadamy przy kominku do telewizji i ogladamy filmy z dreszczykiem ,pod cieplym kocem i kieliszkiem limoncello .




środa, 21 października 2015

Pazdziernikowa zielen

Od jakiegos czasu na goracej wyspie pojawila sie jesien . Z poczatku niesmialo zagladala o poranku chlodzac bose stopy mnie zaspanej ,ktora otwierala spod polprzymknietych powiek drzwi tarasu i chlonela poranne powietrze - ktore cudownie miekko budzilo . Nie wiadomo kiedy stopy zaczely marznac ,a po plecach przebiegaly dreszcze . Cos nowego ....jesien . Roslinnosc zachwycona dziesiatym miesiacem roku, wzmogla swoje wyblakle smetne kolory do soczyscie zadowolonych odcieni zieleni wszelakiej . Krowom na pastwiskach zaczal sie raj - z wczesniej wychudzonych zmieniaja sie teraz w dobrze wykarmione i zaokraglone radosne krowki . Deszcz -kaprysny pan ,ktory  od czasu do czasu zaszczycal wyspe ,teraz zagoscil na dobre i rozsiadl sie wygodnie na szarym niebie . A ja zadowolona z czarno-oliwkowego swetra i cieplych skarpet ,oraz ocieplanych kapci patrze przez szybe na zmieniajacy sie z dnia na dzien ogrodek , z letniego na  jesienny  :) . 



13.10.2015

Pazdziernikowy TuSal 
Nie wiem jak to sie stalo ,ze przegapilam date publikowania zdjec .Fakt faktem ,ze byly turbulencje internetowe i nawet interwencja z zewnatrz byla ( zalane deszczami kable ) , ale przyznam sie ,ze najzwyczajniej w swiecie zapomnialam :)







środa, 14 października 2015

Deszcz jesienny


Leopold Staff

Deszcz jesienny

▲
Dzień duszy, 1903

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze
Na próżno czekały na słońca oblicze...
W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,
W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...
Odziane w łachmany szat czarnej żałoby,
Szukają ustronia na ciche swe groby,
A smutek cień kładzie na licu ich młodem...
Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem
W dal idą na smutek i życie tułacze,
A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Ktoś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...
Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...
Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...
Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...
Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.
Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,
Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...
Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...
Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...
Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie
I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...
Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem
I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,
Trawniki zarzucił bryłami kamienia
I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...
Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu
Położył się na tym kamiennym pustkowiu,
By w piersi łkające przytłumić rozpacze,
I smutków potwornych płomienne łzy płacze...

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

13.09.2015

Jesienny TuSal
Troszke przybylo do sloiczka ,jednak nie na tyle by widziec jakas roznice .






środa, 7 października 2015

A czas leci

Tak ,tak ... 21-go wrzesnia minal okragly rok od zalozenia bloga ,a kilka dni temu mialam kolejne urodziny :) chyba najlepsze w tym dziesiecioleciu ,i nie chodzi o prezenty - a bylo ich naprawde sporo ( zmywarka ,suszarka elektryczna do ubran ,mnostwo sprzetu kuchennego i STORCZYK !! Stojac przed nim i patrzac na te sliczne kwiatostany juz czuje sie jak seryjny morderca ...zabilam juz chyba z 6 sztuk ,a Ksiaze z uporem maniaka nadal kupuje mi orchidee ) . Wspominalam juz ,ze Ksiaze pracuje poza miastem ,przyjezdza na weekend i wyjezdza w poniedzialki o 5-ej rano .W poniedzialek mialam urodziny ,i jak co poniedzialek Ksiaze zebral sie do wyjazdu uprzednio skladajac mi zyczenia . Smutno patrzylam za odjezdzajacym autkiem z Moim mezczyzna w srodku , ale nie smialam prosic zeby zostal bo akurat dzis mam urodziny . Z przykroscia zamknelam drzwi i wrocilam do lozka ,ale juz nie spalam . Zastanawialam sie nad ostatnimi kilkoma latami - co to sie wydarzylo przez ten czas ," ile poszlo do nieba , a ile do piekla " jak to spiewala Kora . Musze powiedziec ,ze zle nie wyszlo ,moge nawet smialo powiedziec ,ze jestem zadowolona ze swojego zycia ,z dzieci ,z Ksiecia , i nie chcialabym sie z nikim zamienic ,bo to moje zycie jest dobre - wywazone - tak sobie mysle ,ze  jest wszystko co powinno byc w udanym zyciu . Ale wracajac do tematu ...gdy juz slonce wyszlo ,wyszlam z lozka i ja , prysznic ,niespieszne sniadanie i wypad do sklepu . Zdazylam wrocic z zakupami i jeszcze ich nie rozpakowac a tu dzwonek do drzwi . Myslalam , ze to Marta . Otwieram a tam...? A tam Ksiaze z kwiatkiem usmiechniety od ucha do ucha z pytaniem  " Myslalas , ze zostawie Cie sama w urodziny ? Wszystkiego najlepszego mia bella ! " No powiem Wam , nie spodziewalam sie , ze zawali dzien tylko dlatego ,ze dzis sa moje urodziny . I to byla dla mnie najwspanialsza niespodzianka . To chyba rekompensata za nieudane zeszloroczne urodziny - wszak te zwrocily mi sie z nawiazka :) Cudowny dzien spedzilismy razem , i wieczor tez . Dzis juz sroda wieczorem , a ja nadal usmiecham sie do siebie i wspominam moje cudne urodziny . Zycze Wam wszystkim zeby Wasze urodziny byly zawsze tak udane jak moje w tym roku ! :) Piosenka z dedykacja dla Mojego Ksiecia ;)